Stworzenie kobiety >> niedziela, 10 sierpnia 2008 14:34:35
"Kiedy Pan stworzył kobietę, był to już jego 6 dzień pracy i w dodatku po godzinach...Pojawił się anioł i spytał:
- Czemu tyle czasu ci to zajmuje, Panie?
Pan mu odpowiedział:
-Widziałeś zamówienie? Musi być całkowicie zmywalna, ale nie plastykowa, ma 200 ruchomych części, wszystkie wymienne, działa na kawie i resztkach jedzenia, ma łono, w którym się mieści 2 dzieci naraz, ma taki pocałunek, który leczy każdą rzecz: od startego kolana do złamanego serca.
Anioł starał się powstrzymać Pana:
- To jest za dużo pracy na jeden dzień, lepiej poczekać ze skończeniem do jutra.
- Nie mogę, powiedział Pan. Jestem tak blisko skończenia tego dzieła, które jest tak bliskim memu sercu.
Anioł zbliżył się i dotknął kobiety:
- Ale zrobiłeś ją taką miękką, Panie?
- Ona jest miękka, ale zrobiłem ją także twardą. Nawet nie wiesz,ile moze znieść lub osiągnąć..
- Będzie myśleć? Spytał anioł? (szowinistyczna świnia z tego anioła)
Pan odpowiedział:
- Nie tylko będzie myśleć, ale rozumować i negocjować.
Anioł zauważył cos, zbliżył i dotknął policzka kobiety.
- Wydaje się, że ten model ma skazę. Powiedziałem Ci, że starałeś się dać za wiele rzeczy.
-To nie jest skaza - sprzeciwił się Pan - to jest łza.
- A po co są łzy? zapytał anioł.
Pan powiedział:
- Łza to jest forma, którą ona wyraża swoją radość, wstyd ,rozczarowanie, samotność, ból i dumę.
Anioł był pod wrażeniem.
- Jesteś Panie geniuszem, pomyślałeś o wszystkim, to prawda, że kobiety są zdumiewające.
- Kobiety maja siłę, która zdumiewa mężczyzn. Mają dzieci, przezwyciężają trudności,dźwigają ciężary,ale obstają przy szczęściu, miłości i radości. Uśmiechają się kiedy chcą krzyczeć, śpiewają kiedy chcą płakać, płaczą kiedy są szczęśliwe i śmieją się kiedy są zdenerwowane. Walczą o to w co wierzą, sprzeciwiają się niesprawiedliwości, nie zgadzają się na "nie" jako odpowiedz, kiedy wierzą, że jest lepsze rozwiązanie. Nie kupią sobie nowych butów, ale swoim dzieciom tak...Idą do lekarza z przestraszonym przyjacielem, kochają bezwarunkowo, płaczą kiedy ich dzieci osiągają sukcesy i cieszą się kiedy przyjaciele odnoszą sukcesy. Łamie się im serce kiedy umiera przyjaciel, cierpią kiedy tracą członka rodziny, ale są silne kiedy nie ma skąd wziąć siły. Wiedzą, że objęcie i pocałunek może uzdrowić zranione serce. Kobiety są różnych wielkości, kolorów i kształtów. Prowadzą, latają, chodzą lub wysyłają ci maile żeby powiedzieć ci, że cię kochają. Serce kobiety jest tym, co powoduje, że świat się kręci. Przynoszą radość i nadzieję, współczucie i ideały. Kobiety maja wiele do powiedzenia i do dania.
Tak, serce kobiety jest zadziwiające!"

nie wiem z czego to jest cytat, ale jest niewątpliwie dobry!
komentarze [1]

>> niedziela, 3 sierpnia 2008 16:16:41komentarze [0]

Niespodzianka :) >> środa, 4 czerwca 2008 18:05:48
Zaskoczyło mnie, kiedy nagle coś zadudniło. Pobiegłam sprawdzić, co się dzieje. Zobaczyłam listonosza mocującego się z drzwiami. Otworze biedakowi- pomyślałam. Kiedy stanęłam w progu, na ziemie wypadła solidnie już pognieciona kartka. Listonosz wyraźnie zmartwiony niepowodzeniem, schylił się szybko i ignorując moje "dzień dobry" po omacku próbował włożyć drugą przesyłkę w otwarte drzwi. W dobrodusznym geście wyciągnęłam rękę -"Powinni tu zamontować skrzynki." Listonosz wyprostował się, uśmiechnął i.. zniknął. Jak to facet. Ten przynajmniej miał gest i coś zostawił odchodząc :P
Kartka. A tak, obiecana z Ryglic. Jak miło, że ktoś o mnie jeszcze pamięta. A tego drugiego to się nie spodziewałam. Ostatnio dostawałam jedynie paczki z konkursów w badaniach marketingowych, więc myślałam, że to też coś od nich. Hmm..( chwila zadumy). Musiałam wtedy odpowiadać na ciężkie pytania: "W którym roku Polska organizuje mistrzostwa w piłce nożnej?" i "Jaki jest największy kontynent?". Całe szczęście, że wiedza z podstawówki nadal się we mnie tliła. Nie istotne. Oto trzymałam przed sobą tajemniczą bąbelkową kopertę. Odwróciłam ją i zobaczyłam pieczątkę CD. W momencie się ożywiłam. Rozerwałam kopertę.. List! Łoo, ale fajnie! Czyżby Iza się odezwała? Drżącymi rękami wyciągnęłam go z koperty. Była i płyta. To teraz wszystko jasne. Iza w końcu nagrała płytę i wreszcie mi ją wysłała. Tu zrobiłam małą pauzę, bo zastanowił mnie zmieniony charakter pisma. Ona zazwyczaj nie pisze tak ładnie. W zasadzie to dość koszmarnie pisze. Czytam.
"Pewnie zastanawiasz się, co to w ogóle jest i co ma oznaczać płyta wepchnięta do skrzynki Twojej babci"- Ej Modo, przecież mówiłam Ci, że nie mam skrzynki.-"Pewnie myślisz też skąd mam Twój adres.. otóż tak naprawdę nie wiem czy adres jest właściwy i trafiam w ciemno. A propos- jeśli nie jesteś Ninką, jest to dobry moment na przerwanie lektury"- Hahahaha ! Olśnienie spadło na mnie jak grom z jasnego.. :P (To nie była to Iza) I nie musiałam nawet patrzeć na koniec listu, żeby wiedzieć, od kogo :D Dostałam filmy.. Sami zachodźcie w głowę, jakie. Całe szczęście jeszcze ich nie widziałam. Poza tym, co za różnica? Stare czy nowe – prezentów nie uczy się fruwać !! xD (zapamiętam Twoją sugestie kiedy będę chciała Ci coś dać czy pożyczyć)

Parę słów do Adresata:

Mam nadzieję, że Tobie również z sesja pójdzie dobrze, bo skopałabym Ci dupę, gdybyś wrócił dopiero po 9 ciężarnych miesiącach służby wojskowej. Teraz chwila na dowcip "AE się uczy, medycyna się uczy, politechnika się modli - i ci zdadzą - powiedział Pan Bóg". A wszyscy wiemy, że nic tak nie potrafi przekonać do pacierza jak sesja. Słyszałeś ? w radiu coś mówili o masowych szturmach kościoła na akademiki. Znaleźli se grupę docelową, skubańce.
Nic mi nie pozostaje jak życzyć Ci szczęśliwej podróży z której, jak liczę, dostanę jakaś kartkę.. albo list. Kobiety są po to, żeby wykorzystywać mężczyzn, prawda? Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? Póki co, dziękuję pięknie za ten pierwszy list. Trzymaj się ciepło i zabierz pozdrowienia ode mnie te 5000 km na wschód. A ! Nie obraź się, ale Jaszczurki Ci nie dam wyciskać. Musisz się zadowolić uściskami ode mnie :)

P.S. Nie zapomnij swoich płatków! Nie wszyscy są tak tolerancyjni jak miejscowa ludność. Może im się nie spodobać, kiedy wszystko im wyjesz.

komentarze [1]

>> niedziela, 11 maja 2008 17:04:48 odzyskany...
komentarze [0]

"Aniele mój, Ty zawsze przy mnie stój... " >> sobota, 1 marca 2008 23:50:53
Chce prawdy...To przestało już być irytującym wygłupem, plotką, a stało się niebezpieczne... To się komuś wymknęło spod kontroli... Nie ufam nikomu, oskarżam wszystkich...

Zastanawiało mnie skąd autorom horrorów, sensacji biorą się takie chore pomysły na książki... Odpowiedź jest prosta - z życia. trochę inspiracji plus nutka kreatywności, wyobraźni czy innych możliwości intelektualnych i można pisać. Tyle, że jednym wystarczy papier - innych kręci skok w rzeczywistość, adrenalina, prawdziwe zagrożenie...

Tu "wszyscy jesteśmy podejrzani" - jak w jakimś kryminale. Brakuje tylko Sherloka Holmsea... Wybawcy, który by to wszystko ukrócił, albo, chociaż uchylił rąbka tajemnicy. Gdybym znała parę faktów, wiedziałabym, co robić. Na razie mogę zaciskać pięści i płakać z bezsilnej złości, tylko co to da? płacz nikomu nie pomoże.

Mówią, że społeczeństwo jest niewrażliwe... A Przecież ONI nie pozostają bierni! Oni mi POMAGAJĄ... Ludzie są bici, łamani, przyjaźń w ruinie...Dziękuję! Niech was szlak!:/



komentarze [0]

... i znowu cos o przeznaczeniu:D ( trza było iść na filozofię, przynajmniej bym czesnego nie płaciła:P >> poniedziałek, 18 lutego 2008 22:20:51

Życie jest tak poskręcane! Jest tyle ścieżek przed każdym z nas. Jeden człowiek - tysiące możliwości zmian. Tyle już filmów powstało na ten temat, a ja wciąż zapadam w zadumę nad tym jak bardzo zmieniam czyjeś życie samą rozmową, spotkaniem, tym że jestem. Tyle może sie stać jeśli w danym momencie powiem "tak" lub "nie"... ( i znów stara myśl : jednym uśmiechem możesz zmienić czyjś dzień, jednym kocham - życie) Widzę "drogi" czekające na ludzi po tym jak zniknę... Widzę też zmiany na jakie są gotowi, jeśli zostanę...
"Coś się kończy, coś sie zaczyna" Jak zmiana systemu. Wychodząc z jednego wchodzimy w drugi, bez opcji "out of this shi...p"( Umierając pozostajemy w obiegu materii) hmm Przemyślny mechanizm... :D Od interakcji w życiu ludzi po przyrodę i ten cały zwierzyniec. Wszytko pasuje do siebie jak puzzle. W obliczu tak niesamowitej złożoności czym jest taki system rynkowy czy organizacja życia społecznego? Najlepsze systemy to takie które czerpią z natury, niestety. Wydaje nam się, ze wiemy sporo. Pff...I co z tego że Technika , co z tego ze większa wiedza... Ludzie jak sie zabijali tak sie zabijaja, jak umierali tak umierają. Nie pokonamy systemu-matki :>

A jak to sie ma do mnie? Która droga jest tą właściwą czyt. dobrą dla mnie?... Nie chciałabym tu wpadać w egoizm, ale lepiej czujemy sie w systemie kreślonym własnym... pragnieniem? A może jednak sumieniem? Jakby nie rozważać i tak wychodzi na to, że sercem, bo w nie ( jak do jednego worka) możemy wrzucić - po trochu jedno i drugie.

Nie ważne jaki system wybierzemy, bo każdy będzie dobry, bo nie ma złego systemu tak jak nie ma złych ludzi ( znowu sie powtarzam, ehh)
Wszytko zależy od podejścia.Jak w tym dowcipie:
"Pesymista patrząc na cmentarz zobaczy tylko krzyże, optymista -same plusy" ;)
komentarze [2]

wstep - do przeszłosci pierwszy krok >> sobota, 2 lutego 2008 20:57:33 była letnia miłość i ślub. była zabawa i gorzkie łzy. było kilka nocy nie wiadomo gdzie. szalone wakacje. choć niezapomniane, nie wiem czy chwiałabym je przeżyć na nowo... musiało minąć trochę czasu zanim odważyłam się potraktować to jak 'zwykłą przeszłość'
komentarze [0]

W poszukiwaniu znaczeń >> czwartek, 4 października 2007 14:36:31

Nina – imię żeńskie o niejasnej etymologii, w Polsce dawniej znane jako zdrobnienie imienia Janina lub Antonina. Prawdopodobnie pochodzi od imienia Ninos, noszonego przez mitycznego założyciela Niniwy i imperium asyryjskiego.
Teraz najlepsze:
Patronka tego imienia, św. Nina (Nino), znana również jako Krystiana (Christiana - "chrześcijanka"), przyniosła chrześcijaństwo do Gruzji...

Ha! I niech mi teraz jakaś mamusia z „psem niewiernym” wyskoczy to normalnie... Wikipedię pokaże:D

Wanda –Według Kadłubka było to imię legendarnej władczyni Krakowa, córki Kraka. Etymologia imienia nie została jednoznacznie wyjaśniona. Może ono pochodzić od starosłowiańskiego słowa węda czyli "wędka” ( berimbrau! i wszystko jasne...), litewskiego vandene -"rusałka" lub vanduo -"woda, fala" (ma się te skrzela w zodiaku -„Rybka zwana Wandą”), niemieckiego Wenedka (" Słowianka") lub skrótu germańskich imion typu Wendelgard. Jeszcze inna hipoteza mówi, że imię to powstało od nazwy plemienia Wandalów... To też by się zgadzało, zwłaszcza jak jestem w humorze takim jak dziś. No i na koniec „oczywista oczywistość”: Wanda co Niemca nie chciała.

Jakby nie patrzeć imiona mam nieźle dobrane. I za każdym razem ta niejasna etymologia... Zabawa w poszukiwania znaczeń była spowodowana zajęciami z takim jednym, całkiem... zwyczajnym profesorem:), którego nazwisko znaczy dokładnie tyle co: pijak, złodziej, choleryk.

komentarze [0]

BATIZADO 2007 >> poniedziałek, 30 kwietnia 2007 13:35:07
Przygotowania do Batizado w moim przypadku trudno nazwać solidnymi ze względu na brak czasu, umiłowane kolokwia, sen przeliczany na godziny… Takie tam:]
O wewnętrznym egzaminie dowiedziałam się wchodząc na sale. Patrzyłam ino skąd tu skręcić zapałki do oczu, a Robercik solówki wymyślił... Potem piosenki. Tego się naumiałam- BA! Chodziło się do lasu płoszyć zwierzynę ...W każdym razie piosenka była wyszukana, trudna i wolna, BARDZO wolna. Naturalnie przyszło mi śpiewać w tempie 10 razy szybszym. Tym sposobem nikomu nie było dane mnie usłyszeć .Nie powiem żebym czuła się specjalnie pokrzywdzona z tego powodu... Jedyny ból to schrzaniony egzamin… (ale Się nadrobiło Się)

DZIEŃ PIERWSZY-20.IV
Pojechaliśmy z chopakami spod Oriona bus’em 723 pod Urząd Miejski w Czeladzi. W międzyczasie podziwiałam naścienne graffiti, stworzone przez znajomego Darka. Na miejsce dotarliśmy koło godziny 16 - czyli za wcześnie o godzinę. W parku spotkaliśmy sporą bandę, która okazała się częścią naszej grupy, tak więc przywitaliśmy się i przeszliśmy wstępną integracje z wczesnoprzyjezdnymi.
Poznałam nowych ludzi, pogadałam, byłam jednym z ramieni „gwiazdy” jaką stworzył Przemyśl słuchając muzyki na trawie... W końcu zaczęli się zjeżdżać „nasi”- czyli ODC Sosnowiec. Zaliczyliśmy (w sumie ja –NIE:D) żyrafę, piaskownice i zjeżdżanie po linie. Zrobiło się trochę zakręconych fotosów (głównie z Fugi tam świrowałyśmy).
„The time has come” i dostaliśmy od „pani Ferreiro” przepustki w postaci magicznych wstążeczek. Tuż po planowanym rozpoczęciu (tj. 2 godziny później) przekroczyliśmy progi hali. (Pozostając w solidarności z grupą nie powinnam tego mówić, ale nawet Artesi takich opóźnień nie mieli :P.) Zmieściłyśmy się z dziewuszkami częściowo w żeńskiej, częściowo w męskiej szatni ( tym razem byłam w żeńskiej – tak dla urozmaicenia).
Jak dobrze pamiętam, cała impreza zaczęła się od jakiegoś wspólnego treningu, a potem stworzyliśmy 3 roda (męską, żeńska i nijaką…(żarcik taki, mali koledzy)). W następnej części, zostaliśmy podzieleni na początkujących ( białe, biało-żółte) i zaawansowanych (wzwyż). Wbrew mej nadziei takowe zestawienie już pozostało. Pod względem organizacji treningu zdecydowanie bardziej podobał mi się mój pierwszy raz…(na Batizado). Poprzednio (Zawiercie - kurde, który to był rok?:P) tez był podział na tych bardziej i tych mniej wtajemniczonych, ale jeśli ktoś miał życzenie to mógł uczestniczyć w treningu dla jednych jak i drugich...
Ćwiczyliśmy na zmianę z Fugi, Brzoskwinką i Zbójem. Sporadycznie trafili mi się: Irlandczyk, jakiś dzieciaczek i po razie byłam z bliźniakami z Radomia(?). Nie nauczyłam się żadnych rewelacyjnych rzeczy, chyba, że liczyć podpatrzone szczegóły wykonywania pojedynczych kopnięć, co okazało się w niektórych przypadkach zbawienne: np. przestałam tracić równowagę przy [geszadzie]- cud nad Czeladzią. Podstawy też trzeba szlifować, a jak już szlifować to najlepiej pod murzyńskim -czy jak kto woli- afro amerykańskim okiem Dende.
Tego dnia nie wydarzyło się już nic szczególnego, poza powrotem do domu. Wracaliśmy w tym samym składzie(Darek, Michał). Z budynku wyszliśmy gdzieś po 22.00, po pierwszym rozdaniu ksywek, by zobaczyć jak ostatni bus odjeżdża nam sprzed nosa. Wesoło nie było, bo na Juliusz z Czeladzi to jakby nie patrzeć kawałek... Ruszyliśmy pod górę na stację paliw (środkiem autostrady) ,a stamtąd na tramwaj nr 22, ostatni z resztą. W Będzinie opuściliśmy nasz środek transportu żegnani słodkimi słowy: „Będzin-Zajezdnia, WYSIADAĆ!!”...Przesiedliśmy się na docelową 27-kę i jęliśmy zajmować loże koło siebie (nawet lubię te ortopedyczne krzesła). Kiedy Michał wysiadł na swoim przystanku zostało nam jeszcze 45 minut jazdy. Już chciałam „podgoić oko” krótką drzemką, gdy wsiadła ONA. Niby przeciętna , miła kobiecina po 40-stce... Pamiętam niekończące się gadanie, wiersze, piosenki ludowe (szczególnie tę o pszczółce zapylającej) i historię siostrzenicy...Nie chce pamiętać. W domu byłam na 01.00.

DZIEŃ DRUGI-21.IV.
To właśnie tego dnia wydarzyło się najwięcej, najdłużej trwały warsztaty i najlepiej się zakończyły –FESTĄ:D (Moja pierwsza Festa w Oficinie, a właściwie Mundo Capoeira).
Wstać trza było o 6:30. Z łóżka zwlekłam się po 7:00 i o 8:10 wparowałam do autobusu, gdzie dostałam od Dariusza zjebkę, że znowu się spóźniam :D (sztandarowo). Na miejsce znowu dotarliśmy za wcześnie, wiec miałam trochę czasu, żeby zrobić cos pożytecznego. Nic z tego. Po raz kolejny zabrałam na warsztaty książkę do rachunkowości i nie śmiałam jej rozdziewi... otworzyć. Pozostała nietknięta. Zabrałam się za to za bęben - myślę, że odkryłam swój prawdziwy antytalent :) Wszystko zaczęło się od tego jak zobaczyłam z rana Przemyśl grających na „wzniesieniu muzycznym”(podium/podeście –jak zwał tak zwał). I trafiło mnie - jak strzałą amora. Powiedziałam sobie: „to jest to, co chce męczyć”. Przez dobre dwa lata byłam podobnie zauroczona berimbrau. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: nie było warunków do rozwijania tej miłości... i ucichła (choć nie zardzewiała).
Pierwsza cześć treningu rozpoczęła się z godzinnym opóźnieniem. Udało mi się zainstalować w abadach zegarek także raz w życiu miałam poczucie czasu. Fugi miała się spóźnić ze względu na Dni Otwarte, ale wparowała akurat na początek :P tak przy okazji zaobserwowałam ciekawe zjawisko: o której byśmy nie zaczynali treningu to miejsca w pierwszych rzędach zajmowała nasza sekcja. Mój błąd, że się nie schowałam gdzieś głębiej (zwłaszcza przy sambie) - nie byłoby widać kiedy kaleczę. Dziwnym trafem, każdemu mojemu potknięciu musiał towarzyszyć Indiano z kamerą. Może to tylko obsesja ale... Na tydzień przed Batizado przyśnił mi się właśnie Indianiec , jego „Kubuś” i moje zalane notatki z rachunkowości. Czysta masakra! Także mam dziwne przeczucie, że znalazłam się na taśmie prawdy....
Z ciekawszych rzeczy Dende pokazał [czizaury] wersja :light, normal ,strong (na rękę, z zajścia, z naskoku). Najbardziej podobała mi się wersja na rękę,
BO pierwszy raz ją widziałam,
BO Dende osobiście mi pokazał(:P),
BO Zbóju ma odmienne zdanie czy jest to wersja „light”:D
Myślę, że nikt nie czuł się specjalnie zmęczony, ale przerwa była i wypadła na godzine 15.00 Mieliśmy 3 okrążenia wskazówek wolnego więc wykorzystałam ten moment, by poudawać, że gram na [atabaku]. Najpierw uczyłam się rytmu do samby, potem od Przemyśla złapałam:„kipi kasza, kipi ryż”(to mi wychodziło najlepiej), Ktoś pokazał mi zaczątek [heżjonału] i zostawił mnie sam na sam z tym diabelnie.. prostym przecież urządzeniem... Kiedy zaczęło mi już dudnić w głowie usiadłam na brzegu podestu i stwierdziłam, że sala jest praktycznie pusta... Chociaż nie, wypatrzyłam tam jeszcze parę znajomych twarzy. Wśród nich Girassol, która wyciągnęła mnie na obiad. Zabrałyśmy z parku Tangarę i wylądowałyśmy restauracji typu „Mr Hamburger”. Napchaliśmy podgrodzone brzuchy. Wszamałam Girassol połowę frytek i sałatkę. Chyba nikt prócz mnie nie wpadł na pomysł, żeby wywalić kasę na łańcuszek z beri, a potem świecić czystkami... Ale zawsze taki chciałam mieć :D:D:D
Po obiedzie wróciliśmy na salę, gdzie po raz drugi dossałam się do bębna.
Treningu nie dało się nazwać trudnym. Za to Angola była nawet ciekawa. Co prawda, Ferreiro większość z tych rzeczy zrobił z nami przed Batizado, ale dzięki temu nie wypadliśmy najgorzej. BA! Nawet odważyłam się wejść z Fugi do wielkiej roda i wykonać świeżo nauczoną ( i najśmieszniejszą ) [szamade] jaką Mundo dysponuje – „szamada na króliczka”;)
Dziwne, bo przez cała Angolę nie wiedziałam Tangary... doprawdy dziwne:D
Skończyliśmy jakoś przed 21, a może 20.00 nie wiem w końcu bo okazało się, że mam źle ustawiony zegarek =ściana=. W pierwotnym planie o 22.00 miałam zabrać się do domu... Z ciężkim sercem przebrałam i poszłam pożegnać się z [atabakiem]. Raio miał okazję przekonać się jak bardzo człowiek może być oporny na wiedzę. Po czym poznać dobrego trenera? Przede wszystkim po nieziemskiej cierpliwości. Dobre 15 minut mi jeden rytm tłumaczył, ale wytrwał chłopak i to się ceni :P Mimo wszystko czułam narastający niedosyt. Za mało tego trenowania było, za krótko, aż chciało się krzyknać : „give me more!” (zupełnie jak po zajęciach z filozofii- hah) No i tu, Nina, mały kombinator zaczął szukać alternatywnego środka transportu. Nabiegałam się przy tym, może więcej niż na treningu :P W końcu dopadłam Fugi, która wyszła z propozycją przemycenia mnie po Feście do domu (życie bywa piękne LOL). Miałam już transport, zostało jeszcze sprzeciwienie się sile wyższej (oficjalnie ją babcia nazywam). Ku memu głębokiemu zdziwieniu udało mi się ją przekonać. Zapewne po argumencie ze ta miła, porządna dziewczyna kumpluje się z Dariuszem...(cała babcia).
Przygotowania!
O kurde, nie mam ciuchów na feste...Pomalować by się wypadało, włosy umyć. Tu przeżyłam prawdziwy szok bo, gdy weszłam do szatni wszystko się znalazło, dostałam szampon, szczotę i ręcznik. Jakaś nieznajoma „siostra” prostowała mi włosy... Czułam się jak w jakiejś wielkiej rodzinie. Zaczepicie. Właśnie to najbardziej podoba mi się w naszej grupie, że trzymamy się razem, pomagamy sobie. Nie tylko na treningach. Nie masz kasy? – żaden problem. Nie masz koszulki?- Na pewno znajdzie się ktoś, kto ma dwie. Może nie jesteśmy tak dobrzy jak Artesi, może nie mamy tak dużego zaplecza kulturowego, ale jesteśmy sobie równi, nie ma jakichś podziałów na lepszych i gorszych czy starszych i młodszych... Jest solidarność. Za bardzo zakorzeniłam się w tej grupie, żeby ją zmienić. Szanuje Artesów, bo jest za co. Jeśli mam jednak kiedyś być dobra to równie dobrze mogę to osiągnąć w ODC .W każdej szkole się człowiek nauczy –musi tylko chcieć...
... WRACAJĄC DO FESTY. Była wyczesana. Mówi się ze najlepszy jest ten pierwszy raz. Swój miałam w Chorzowie z Artesami i pamiętam, że ich festa robiła na mnie duże wrażenie. Szybko jej nie zapomnę, Mimo to, najlepsza festa na jakiej byłam to ta. Pewnie dlatego, ze była zamknięta i wśród znajomych. Na początku podśmiewałam się z tego, że robimy się na elitę „zamykając się” lecz pomysł wypalił. Łatwiej było zorganizować coś wśród swoich, mieliśmy dużo miejsca, wszyscy się bawili. Nie wiem jak to wyglądało w latach poprzednich, ale bez przeplatania imprezy z dyskoteką zabawa nie skończyła się po 40 minutach, ale trwała pół nocy. Wybawiłam się. Zaliczony mam tez taniec z latino przystojniakiem :P

Na drugim dniu skończę. Z faktycznego Batizado – tj egzaminu mam filmiki jak cos... więc nie będę się na ten temat rozpisywać.
Pewnie gdybym była mniej zmęczona opisałabym to wszystko bardziej emocjonująco i ciekawie, ale nie chce mi się bawić w nieskończone poprawianie. Jeśli dotarliście do tego miejsca to chyba zgodzicie się ze mną, że styknie tego gadania :P

komentarze [4]

>> piątek, 27 kwietnia 2007 14:16:27
poczekac jeszcze trochę, jak tu walne notke z Batizado to padniecie:D mam watpliwosci czy ktos to w ogóle przeczyta, ale co tam-> moje wspomnienia!:P
komentarze [0]

walka jako motyw przewodni >> wtorek, 13 marca 2007 09:24:27
„Gdy wchodzisz w rzeki nurt drugi raz
Wiedz że to rzeka jest już nie ta
Bo woda ciągle płynie, wciąż się zmienia [...]„ / a sie ostatnio uczepiłam tej piosenki:P

Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki?
Nie podejmuje się kolejnej próby? Człowiek byłby w istocie marnym gdyby nie walczył. Na tym, niestety, polega nasze zycie. Na nieustannej walce ze swoimi słabościami, z samym sobą.
Bywa, że wkładamy w coś wszystkie siły a mimo to wciąż nie wychodzi...Pojawiaja się coraz to nowe przeciwnosci. Jakby wszystko „na ziemi i niebie” uparło się by nam przszkodzic w osiagnieciu celu. Wtedy zaczynamy się zastanawiać. A na ogół jak człowiek zacznie mysleć to „łapie doła” (a nastepnie próbuje go leczyć terapią „topienia smutków” czy innym „wzajemnym pocieszaniem sie„) - co nie jest stanem groźnym;). Jako że jestesmy zwierzetami gromadnymi, szukamy otuchy w innych i czasem, nawet udaje nam się ja znależć-> powracamy na pole bitwy z nowymi siłami (lub z ewentualnym bólem głowy).
Gorzej, gdy zaczniemy w naszym niepowodzeniu doszukiwac się znaków „z góry” („tak pewnie musiało być” czy „Bóg tak chciał”)... Z całym szacunekiem do katolików, ale takie gadanie mnie po prostu niszczy. Wierzyc w „przznaczenie” nie jest niczym złym dopuki nie zwodzi nas z obranej sciezki, „zwalnia” z walki o siebie. Choć każdy ma „niezmywalne prawo do zmarnowania sobie zycia” jest to przykre, zwłaszcza jeżeli dotyczy kogos bliskiego...

A tak w ogóle to chciałam cos nieco innego napisać


komentarze [3]

nie zdażyłam wrzucic opisu >> piątek, 12 stycznia 2007 12:49:58
"Jeśli prawdą jest
Chłodna noc
Naszyjnik łez
Z prawda rozminąć pragnę się
Stąd w powietrzu już
Niech nie będzie prawdy czuć
Nie pragnę prawdy z takich ust

Pobładzmy jak dzieci wśród świata powodzi
Pozwólmy sie karmić kłamstwem prosto w oczy [...]"

/Pisasek. Z piosenki "Tej nocy"
/Ciekawe spojrzenie na sprawe


komentarze [1]

Zjazd Oficina da Capoeira – Dziesięciolecie grupy >> piątek, 22 grudnia 2006 13:24:29
Piątek wieczór. Siedzę nad zmiętą kartką papieru. „Joga de Benguela jest to... Joga..de Benguela wzięła nazwę...wzięła swą nazwę.. Oj czarno to widze..”Przeczytałam tekst parę razy czekając na esemes zwrotny aż wreszcie:”pogrzało cię? O 12 mamy tam być. 20 minut na błądzenie[..].”-Wydawało mi się ze Robert mówił na 13.00, ale niech tam będzie. O jedenastej czekałam już na Patelni. Podjechał 35 bis ( w ostatniej chwili w niego wskoczyłam). W środku siedzieli Girass, Honda, 4 –ka ludzi z Kielc. Pod urząd w Czeladzi jechaliśmy jakieś 25 minut. Gdy dotarliśmy na halę wyskoczyła pani sprzątaczka i jęła nas poinformować, że Capoeira dopiero za godzinę.. Dostaliśmy jednak klucz do szatni gdzie ocieplaliśmy tyłki na gorącym parapecie przy prysznicach. Nie marnując czasu przeszłyśmy się ze Słonecznikiem do supermarketu, bo jakieś pićko z papu powtarzając na zmianę nasze role. Udało mi się powiedzieć raz bez pomyłki:P
O 13.00 byli już prawie wszyscy (jako komitet powitalny staliśmy przy drzwiach). Przyjechała Juna z Margaridą, nie wiem czy Robert tez z nimi tez był, ale widziałam niosącego pączki [Geheiru] i był to naprawdę zabawny widok. Wiatr zerwał z pudła papier, który zatrzymał się na jego twarzy i biedak stał bez ruchu aż ktoś wreszcie mu pomógł. Będąc przy oknie na 1 piętrze mogłam jedynie zlewać:P
Mama Roberta zrobiła listy i weszliśmy na salę. Zaczęło się normalnie – rozgrzewką i treningiem. Był ktoś z prasy, ktoś z telewizji. Ponoć Polsat. Oczywiście na sali nie pamiętałam już tekstu. Z kartką w jednej szlufce z chusteczką w drugiej mogłam wyglądać nieco dziwnie. Podczas treningu cos białego wylądowało koło mnie na parkiecie- „Shit! Mój tekst!” Zrobiliśmy jakiś *szerszy element i cały rząd się przesunął. Moja kartka znalazła się pod nogami [Geheiru]-„No to pięknie..” Kolega na moje nieszczęście zobaczył zmiętego śmiecia i kopnął go do przodu, eh…Po treningu go znalazłam. Okazał się chusteczką:P
Podzieliliśmy się na 3 hoda: dziecięcą, dziewczęcą i chłopską. Trochę pograliśmy tak rozdzieleni i zbiliśmy się w jedna hodę. Potem była przerwa i kolejka do pączków jak za komuny:P Niestety po jedzeniu nadszedł czas przedstawienia. „Nie umiem, nie powiem, nic nie powiem”. Porto: „Ucz się teraz, powtarzaj”. Chciałam mu powiedzieć ze umiałam na dworze i zapytać czy mogę wyjść, ale trza było już iść na scenę.
Zaczęła Girassol od historii Capoeira, potem był Honda z Angolą (przerwa na pokaz Angoli), Fuginha z [Heżionałem], czyli „zamaszystymi obrotowymi ruchami”:D pokaz... i o zgrozo ja! Z Benguela. Naprawdę nie wiem jak to się stało, ale wyszłam, powiedziałam i było fajnie;D Potem został już tylko [Fiju] z Juna i Margarida z Makulele. Następnie na Artesowski kształt Kielce całkiem fajnie odstawiły „taniec z pałkami” w pseudo słomianych spódniczkach. Dalej były już tylko kolejne hoda, jedna krótka samba (nadal nie wiem, czemu bez tego nowego bębna) przerwana wniesieniem tortu z podziękowaniami dla naszego Ferdka. Tort znalazł się w środku hoda gdzie Ferreiro zaprezentował Angole.
Na finish było losowanie nagród, powrót z Girass i Przemyślem do Sosnowca, pizza w Sfinx-ie i dom. Napisałabym więcej, ale czas mi się kończy a temu, co czyta nudzi. Tyle.


komentarze [0]

RELACJE >> piątek, 8 grudnia 2006 14:21:06
Kiedy słyszałam o nieudanych związkach, parach które żyją/są ze sobą jedynie* z powodu obawy przed samotnością wydawało mi się to bezsensowne. Z kim bym nie rozmawiała na ten temat przytakiwał i znajdował tysiące możliwości na poprawienie takiejże sytuacji przy spełnionych warunkach: nie ma dzieci, nie ma miłości, nie ma szans na naprawę relacji.(To akurat była rozmowa o małżeństwie) No i tu już zaczynały się schody, bo jeśli zakładam, że mój związek jest nieudany to rezygnuje z niego. Jeżeli mam się zadręczać byciem z kimś, to po co to ciągnąć? Ale pewne trybiki w moim mózgu zaczęły nieco inaczej pracować, kiedy musiałam się postawić w podobnej sytuacji. Musiałam się dostosować… A to nie jest takie proste. (Mówiąc o zyciu z kims. mam na mysli także partnerstwo, przyjaźń, itd…)
Można się świetnie rozumieć, mieć wspólne zainteresowania i zawsze temat do rozmowy, ale można tez nie umieć ze sobą żyć. Spędzać razem dzień po dniu, kłócić się ( to tez trzeba robić umiejętnie),rozwiązywać narastające problemy, znajdować czas gdzie go nie ma, nauczyć się odpoczywać (!)od drugiej, choćby kochanej osoby… Jeżeli to nie wychodzi, a do tego dorzuci się jakieś wątpliwości , brak zaufania , zrozumienia to należy się poważnie zastanowić nad tym czy przypadkiem nie chodzimy przy pasie z puszką Pandory. A jeśli tak, to jak tu zaradzić by malała, a nie rosła zwiększając ryzyko otwarcia? A może się jej pozbyć? Spróbować wyrzucić do pobliskiego śmietnika naszą stracona nadzieje, rozczarowanie, zmęczenie czy ból. Tylko czy to rozwiąże nasze problemy? Czy w najbliższym czasie nie zeżrą nas nasze własne myśli? A co jeśli przy nowej* próbie zamiast puszki Pandory trafi nam się nitrogliceryna?
No właśnie mniej więcej takie myśli obecnie zaprzątają moją głowę. Jak znajdę swój złoty środek to się pochwale, bo na razie za nim ani widu ani słychu.

komentarze [0]

>> niedziela, 12 listopada 2006 17:21:25
ślad po niej zaginął...
komentarze [0]

look | add





# BLOGI ZNAJOMYCH #
Karolinka
Tangara
Marcin (Wesołek)
Adzia B
Aguska Sz
KleO
KaKtImA (Madzia)
Spidi(brat)
zusiaImarek
*
Doris
Keysha

# PRZYDATNE #
Yupi - wszystko na bloga
KZK GOP
hist - kawaleria polska
stronka 6 LO
=dictionary=
translator:)
Translator
Biblioteka LO im.ONZ
PL-EN/EN-PL translator
KuJoNeK
GALLUS SKRYPT
abc ekonomii
Angielski
Centrum Egzaminacyjne

# WARTO ZAJRZEĆ #
- OficinaDaCapoeira- stronka mojej grupy
Mocno podkręcone
Moja Sekcja (by Ender)
warto czytać

# FUN #
Capoeira Fighter GAME
Muza of Dudi i Dexter
Kopalnia tekstów ..
=digart=
wallpapers:P







2004
sierpien (12)
wrzesień (1)
październik (4)
listopad (11)
grudzień (7)

2005
styczeń (7)
luty (1)
marzec (4)
kwiecień (10)
czerwiec (8)
lipiec (4)
sierpien (4)
wrzesień (5)
listopad (1)
grudzień (2)

2006
styczeń (3)
luty (1)
marzec (2)
kwiecień (3)
czerwiec (4)
lipiec (2)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (1)
listopad (1)
grudzień (2)

2007
styczeń (1)
marzec (1)
kwiecień (2)
październik (1)

2008
luty (2)
marzec (1)
maj (1)
czerwiec (1)
sierpien (2)







.::angel of darkness::. | lay4u
mellon | blog.pl